Jadąc tam obawiałem się, że zobaczę grupę uczonych w piśmie, z których każdy wie więcej niż pozostali. Główny pastor tego zboru jest przede wszystkim nauczycielem, który po prostu wykłada Biblię, więc (nauczony przykładem rodzimego kraju) obrazek przemądrzałych wierzących sam się nasuwał. Widok tak wielkiej rzeszy zaangażowanych pomocników od nastolatków do 80-ciolatków było jak miód na duszę. Co więcej, ci ludzie robili to z prawdziwą pasją i radością. A pracy było naprawdę sporo. Wszystkich uczestników konferencji, najczęściej pastorów i to nie tylko z Ameryki, było dobrze ponad 3000, a mimo to, przez całą konferencję nie widziałem nawet jednego porzuconego papierka.
Co do treści konferencji, to nie było jakiegoś jednego tematu, jednak wszystkie wykłady pozostawiły w mojej głowie jedno przesłanie: Biblia jest Bożym Słowem danym nam przez Boga, byśmy potrafili zrozumieć otaczający nas świat i siebie samych. Prawda niby oczywista, a jednak tam nie tylko usłyszałem o tym, ale i zobaczyłem tę prawdę w praktyce. Może będzie to pewnym uproszczeniem, ale wszystkie te wykłady były komentarzem do przemienionego życia, jakie widziałem w tych ludziach.
Na koniec tylko jeden przykład pewnej dziewczyny, o której tylko słyszałem. Pochodzi z jednego z muzułmańskich krajów. Przyjechała do tego zboru (Grace Community Church), do Los Angeles do szkoły biblijnej. Jej największym pragnieniem jest zaangażować się w projekt tłumaczenia biblii na jej ojczysty język. W czasie przerwy w nauce wróciła do swojego kraju, by odwiedzić rodzinę. Zamiast serdecznych uścisków na powitanie otrzymała kilkadziesiąt kopniaków i ciosów pięścią. Jej wuj na zmianę z jej bratem bili ją aż do utraty przytomności. W końcu w ciężkim stanie, ze zwichniętym ramieniem, cała posiniaczona, znalazła się w szpitalu. Po powrocie do szkoły pastor zapytał, co wtedy czuła, o czym myślała. Dziewczyna odpowiedziała: "Zdałam sobie sprawę, że jej wuj ma religię, z miłości, do której gotów jest zabić. Ja zaś mam zbawiciela, który z miłości do mnie oddał swoje życie." .