Zainspirowałaś mnie do napisania komentarza do Twojego komentarza
Chodzi mi o pewną ogólną zasadę, która może być niebezpieczna. Chodzi mi o te warstwy "historyczną" i "duchową"). Szczerze mówiąc, to nie wierzę w istnienie warstwy "duchowej". Oczywiście już śpieszę wyjasnić, cóż ta bluźniercza myśl oznacza.
Tak naprawdę to o czym piszesz, to nie jest warstwa duchowa, ale tzw. alegoryzacja - stary problem Kościola. Problem z alegoryzacją polega na tym, ze nie zna ona granic. Alegoryzacja pozwala z dowolnej wypowiedzi zrobić dowolną inną, ponieważ nie kieruje się ona żadnymi regułami, a jedynie skojarzeniemi i to nie koniecznie nawet zgodnymi z intencją autora wypowiedzi. Faktycznie jedyną granicą alegoryzacji jest wyobraźnia czytelnika. Co byś np. powiedziała, gdybym jako komentarz do twojego tekstu napisał, że teraz zrozumiałem twoje preferencje polityczne, bo tak naprawdę to rozumiem, że faktycznie chodziło ci o to, że w obecnych szkołach odgórnie należy zrobić porządki i usunąć z nich wszystkich łysych nauczycieli a ich miejsce powołać nowych z włosami.
Gdybym powiedział, że naprawdę uważam, że o to ci chodziło, pewnie być mnie wyśmiała. I słusznie. A, co by pomyślał Jozue o twoim komentarzu do jego księgi? Pewnie by powiedział, myśl wprawdzie pobożna, ale mi w ogóle o to nie chodziło.
Wierzę, że ważniejsze jest to, co chciał powiedzieć Jozue natchniony Duchem Bożym niż to, co ja sobie pod jego wpływem wyobrażam.
Wierzę w istnienie warsty dydaktycznej, ta jednak wynika z historycznej warstwy tekstu. Jeżeli nie poznamy warstwy historycznej, wnioski będą nie zgodne z tym, o co chodziło autorowi. Innymi słowy, dlaczego Bóg chciał, byśmy czytali dzisiaj tę księgę. Co jest w niej takiego, że warto ją przeczytać? Czy chodzi o samo wydarzenie? Oczywiście również i o nie. Ale to wydarzenie czegoś ma nas nauczyć. Jest ilustracją tego, jacy są ludzie, jaki jest Bóg. To, co się wydarzyło w tamtym czasie daje nam pewien obraz Boga, jak działa, jaki jest Jego stosunek do jego dzieci, do grzechu, itd. Ale również jest ona obrazem tego, w jaki sposób lud Boży podchodzi do problemów w swoim życiu. Jak radzą sobie z grzchem? Jak wygląda ich posłuszeńśtwo? Jaki wpływ na ich przyszłość mają decyzje podejmowane teraz i które decyzje? Takich pytań, które można zadawać jest całe mnóstwo. W ten, z grubsza, sposób poznajemy tę warstwę dydaktyczną.
Obawiam się, że alegoryzując bardzo łatwo możemy:
1. zejśc na manowce, albo
2. rozminąć się z tym, czego Bóg faktycznie chciał nas nauczyć.
Oczywiście Twoj wnioski były biblijne, ale zauważ, że aby móc je wyciągnąć musiałaś najpiew przeczytać inne fragmenty insterpretując je w sposób naturalny (a nie alegoryczny). Jakie jednak będą wnioski człowieka, który nigdy nie czytał np. Ewangelii? Albo człowieka, który zna tylko Koran czy jakieś inne księgi uważane za święte? Tak naprawdę za pomocą alegoryzacji można udowodnić wszystko, a to nie wróży nic dobrego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz