czwartek, 30 sierpnia 2007

Skąd się bierze religijność?

Oj przeciągnął się ten weekend. Żartuję. Oczywiście był tak długi, jak każdy inny, ale gorzej było z powrotem do pisania. Ciągle coś. Mam nadzieję, że już wróciłem na „dobrą drogę”.

Bardzo ciekawą myśl przeczytałem w książce Chestertona, Człowiek wiekuisty. Analizując sposób myślenia i zachowania człowieka na przestrzeni czasu autor dochodzi on do wniosku, że to nie było tak, że mniej lub bardziej prymitywne formy religijności są wynikiem powolnego procesu ewolucji religii, ku coraz doskonalszym takim jak monoteizm. Raczej odwrotnie. Degeneracja religijności jest raczej wynikiem odejścia od idei jednego Boga, o którym pamięć istnieje gdzieś w najstarszych legendach bardzo wielu religii. Ten jeden Bóg, od którego wszystko pochodzi, który jest Panem wszystkiego był jednak zbytwielki, zbyt odległy, by móc Go ogarnąć, tak by ostatecznie mógł On poruszać wyobraźnię i wolę człowieka. W rezultacie zaczęły się pojawiać formy prostrze czy bardziej prymitywne, które miały przybliżyć człowiekowi świat duchowy.

Jest to pogląd o tyle ciekawy, że pokrywa się on z tym, co obserwujemy w historii Izraela opisanej w Biblii. Naród ten znając tego jedynego prawdziwego Boga (który objawił im się jako jedyny prawdziwy Bóg, stworzyciel całego świata) ciągle od niego odchodził zastępując Jego niewyobrażalną postać jakimiś posągami, rytuałami, które w niczym tak naprawdę nie mogły im pomóc. Mamy zatem sytuację odwrotną w stosunku do tego, co może wynieśliśmy ze szkoły. Wygląda na to, że najpier był monoteizmem a dopiero później, w miarę odejścia od pierwotnego objawienia pojawiały się coraz to bardziej prymitywne formy. (Przy tym wydaje się, że próby przedstawienia jej degeneracji w postaci uporządkowanej - podobnie, jak w ewolucjoniźmie, próbuje się odtwarzać kolejnośc powstawania gatunków na podstawie ich podobieństwa i skojarzeń badacza - nie ma tutaj żadnego znaczenia ponieważ zachodzące zmiany nie miały charakteru racjonalnego).

Warto tu przypomnieć fragment listu do Rzymian ap.Pawła, który wskazuje na przyczynę takiego stanu rzeczy.

Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiejbezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.
(Rzym.1,18)

Chciałem zwrócić uwagę na te ostatnie słowa. Przyczyną, dla której człowiek ma takie problemy z poznaniem prawdy o sobie czy o Bogu nie jest polega na tym, że ma on za mało informacji. Prawdziwą przyczyną takiego stanu rzeczy jest nasza niemoralności. To właśnie ona powoduje, że nie możemy poznać prawdy. A tak naprawdę nawet nie chodzi o to, że nie możemy. Tak naprawdę my nie chcemy jej poznać. Dlaczego? Dlatego, że „prawda w oczy kole”. Czego można spodziewać się od policjanta, który ma prowadzić śledztwo wewłasnej sprawie.gun Chyba nikogo nie zdziwi, jeżeli okaże się, że będzie on raczej zacierał ślady niż szukał prawdy, o tym, co faktycznie zaszło.

Brak komentarzy: