czwartek, 30 sierpnia 2007

Ludzie to nie drzewa


Kiedy tak czytałem księgę Jozuego zwrócił moją uwagę fakt, że ci wszyscy ludzie, wszystkie narody, jakie pojawiają się NIE są jak drzewamyśli. Oczywiście wszyscy to wiemy. Chodzi mi jednak o to, ze drzewa po prostu są i rosną. Człowiek nie tylko jest i rośnie (choć na starość zaczyna się kurczyć), ale również dokonuje ciągłego wartościowania otaczającego go świata. Wartościuje ludzi. Mówi, że ten jest dobry, bo pomaga innym, a tamten zły, bo myśli tylko o sobie. Wartościuje czyny (bądź intencje) mówiąc np., że zabranie sąsiadowi kury jest złe buuu(szczególnie jeżeli ma się swoje), ale naniesienie chorej sąsiadce wody ze studni jest dobreroza.

Obserwacja o tyle prosta, że wszyscy się z tym zgadzamy. Nawet jeżeli ktoś postąpi inaczej niż w podanych przykładach spotyka się z powszechną dezaprobatą, otrzymuje reprymendę a czasem nawet karę. Skąd taka zgodność?

Prawo moralne, które każe nam wartościować nie jest przecież czymś materialnym, a jednak jego istnienie jest dla nas tak samo oczywiste jak istnienie strumienia z wodą, bez której nie da się żyć.

Prawa moralne są jak prawa fizyki czy logiki, które ciągle odkrywamy a ich ignorowanie w bliższej lub dalszej perspektywie źle się kończy. Nie są one jak prawa o ruchu drogowym, w którym nie ma znaczenia, czy jeździmy po prawej czy po lewej stronie - tylko trzeba się umówić. I chociaż w kraju obok mogą jeździć po stronie przeciwnej, w niczym to im nie przeszkadza. Praw moralnego nie da się
tak potraktować.


Trudno wyobrazić sobie społeczeństwo w którym nie szacunek do rodziców, ale ich okradanie jest uważane za cnotę. A na polu walki bohaterem nie jest ten, kto wykazuje się mądrością i odwagą lecz ten, kto zdradza swoich przyjaciół. Oczywiście mogą pojawiać się pewne wariacje tego prawda, to jenak truno wybrazić sobie prawo, które będzie zupełnie różne o tego, które intuicyjnie uznajemy. Choć na przykład w różnych społeczeństwach różne były koncepcje na temat tego, ile można mieć żon, to jednak w żadnym nie można było mieć każdej.gniew

Tłumaczenie tego w taki sposób, że społeczeństwa na przestrzeni czasu nauczyły się takich zasad współżycia jest tak samo nierozsądne, jak twierdzenie, że po rozbiciu się statku marynarze nauczyli się pływać, bo inaczej by się potopili. Sądzę, że dużo rozsądniejsze jest uznanie, że uratowali się dzięki temu, że umieli pływać. Podobnie z człowiekiem i prawem moralnym, gdyby to prawo nie było powszechnie znane nie potrafilibyśmy zgodzić się nawet co do tego, że człowiek który obcina główkę dziecku sąsiada dlatego, że znowu płacze robi źle i że ma to inną wartość moralną niż wyrwanie z grządki chwastu.

Brak komentarzy: